Z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciach, a i to nie zawsze. Kto nigdy nie zamknął oczu na rodzinnej fotografii niech pierwszy rzuci piernikiem.
Kumulacją familijnych interakcji są oczywiście święta, szczególnie jeśli już na kilka dni przed, do rodzinnego domu zjeżdża się każdy marnotrawny syn i każda wyrodna córka, najlepiej z osobami towarzyszącymi.
Nagromadzenie zbyt wielu dorosłych osób na metr kwadratowy to przepis na spinę o to, kto źle segreguje śmieci, a komu znowu zabrakło ciepłej wody do mycia.
Ale czy to powód, żeby nie spędzić świąt z rodziną? Oczywiście, że nie! Ale to dobry powód do żartów i kpin, jak zawsze u mnie.
(Albo do kłótni,co udowodniłam zadając nieopatrznie pytanie o irytujące rzeczy przy świątecznym stole, czym wywołałam pierwszą w tym tygodniu sprzeczkę!)
***
Top 5 rzeczy, które irytują w święta
- Niekwestionowany lider rankingu to wiecznie mokry ręcznik. Kiedy mieszka się we dwie czy trzy osoby, które większość czasu i tak spędzają poza domem, nie sposób do tego doprowadzić, ale kiedy z jednej łazienki, a co za tym idzie, z jednego ręcznika do dłoni, korzysta pięć, sześć, a może i więcej osób, wtedy nie ma szansy wyschnąć pomiędzy myciem rąk. Można oczywiście rozwiesić osobne ręczniki dla każdego z domowników, rotacyjnie wieszać je na kaloryferze, albo wprowadzić limity korzystania z umywalki… Ale można też sobie ponarzekać i wyleczyć się z romantycznej wizji wielopokoleniowej rodziny.
- Pozostając w klimacie łazienkowym, miejsce drugie zajmują oczywiście kolejki do toalety. W przeciętnym polskim domu, a już na pewno mieszkaniu, nie uświadczysz raczej więcej niż jednej łazienki, w najlepszym wypadku toaleta wypadnie jako osobne pomieszczenie, co przynajmniej trochę rozładowuje korki w porze wieczornej kąpieli.
- A jak już przy kąpieli jesteśmy… Najgorsze, co może się zdarzyć wielopokoleniowej rodzinie to terma elektryczna, tudzież boiler o ograniczonej pojemności. Kto ma refleks (albo fory, tu patrzę na wszystkie ukochane wnuczki i wnuczków), ten idzie myć się pierwszy i ciepłej wody na pewno dla niego nie zabraknie. Ale jeśli ktoś się zagapi, to czeka go albo morsowanie, albo tak zwane baño polaco… Błogosławieni właściciele piecyków gazowych czy instalacji ciepłej wody z miasta.
- Na liście top irytujących rzeczy nie może zabraknąć tematu śmieci. Raz, że osoby zjeżdżające z różnych krańców Polski mogą się srodze zdziwić i rozczarować panującymi w gminie-matce zasadami i zwyczajami dotyczącymi segregacji odpadów. Dwa, że ilość śmieci produkowanych na dobę przez wieloosobową rodzinę niejednego fana zero waste doprowadzi do rozpaczy.
- Przedsionek piekieł? Raczej przedpokój. Niby każdy członek rodziny ma maksymalnie dwie nogi i dwie ręce, ale liczba butów i kurtek w przedpokoju wskazywałaby na to, że odwiedziła nas bardzo głodna
gąsienicastonoga. O porzucone na podłodze obuwie ciągle ktoś się potyka, a konia z rzędem temu, kto za pierwszym razem wylosuje właściwą (swoją) kurtkę z wieszaka już ledwo-ledwo trzymającego się ściany.
Oczywiście tekst ten ma na celu bawić, a nie pouczać, a już na pewno nie zniechęcać do przyjeżdżania w święta w odwiedziny. Wbrew pozorom jest we mnie sporo czułości na ten rodzinny czas, a drobne niedogodności zawsze wynagrodzi jeszcze jeden (już na pewno ostatni) kawałek sernika.






